Niedługo potem okazało się, że kilka osób w szkole także interesuje się zwierzętami. Zaczęliśmy się widywać regularnie, żeby obdagać najnowsze gatunki. Wymienialiśmy się – nowości w czytelni, filmy w telewizji, słuchowiska w radiu – nic nie umknęło najszej uwadze. W pewnym momencie naszej pogoni dopadliśmy
atlas gadów. Mama Olki (chyba najmniej ciekawa postać w "bractwie") jeździła do Parku Narodowego Manu. Rezerwat leży na styku Amazonii i Andów Północnych. Ta pani mogła tam fotografować i specjalnie dla nas przywoziła całe rolki filmów z gadami i płazami. Ich liczebność to odpowiednio 99 i 140 gatunków! Po każdej podróży czuliśmy się wspaniale mogąc oglądać tę różnorodność fauny.
Gdy chodziłem do szkoły podstawowej co wtorek w moim tornistrze lądował atlas zwierząt. Pan od biologii męczyła nas bardzo, żeby każdy uczeń miał swój egzemplarz. Z perspektywy czasu wiem, czemu to służyło. Belfer chciał wtłoczyć nam do głowy kztałty zwierząt. Młodzieńcy oczywiście mieli to w nosie, więc nie przynosili tych książek.
Mój kumpel miał koleżankę Agnieszkę. Ona miała totalnego kręćka na punkcie ryb, więc od niej wziąłem atlas ryb. Sprzedała mi tego rybnego bakcyla i kupiłem akwarium. Na początku gurami, a następnie ryby słonowodne. Dużo pracy wymaga taki szklany dom. Trzeba dbać o zakwaszenie wody, kupować żywe do karmienia swoich okazów itd. No, po dwóch latach mi się znudziło. Jednak zainteresowanie zwierzętami mi nie minęło i po ukończneniu biol-chemu poszedłem na studia.
Atlasy to spore wydawnictwa. Grube, wydane w dużym formacie. Oficyny wydawnicze drukują na ładnym papierze kredowym. Wszyetko pięknie, do momentu, gdy dziesięciolatek nie musi tego dźwigać na plecach. Jednak krajowe szkoły wymagają, żeby uczniowie nosili pomoce naukowe ze sobą. Plecak wypchany po brzegi deformuje kręgosłup, ale nikogo to nie interesuje. Później, jak dorosną bedą się skarżyć na bóle. Tym się zajmie służba zdrowia, ale zamiast pieniędzy w tym resorcie, lepiej wydać je na doposażenie placówek naukowych.
Obserwując, jak dzisiaj młodzi mają otwarty świat często im zazdroszczę. Obecne książki mają dużo wyższy poziom. Są ładniej wydrukowne i zdjęcia są lepsze. Łatwiej je kupić i nie kosztują fortuny. W księgarniach można kupić programy multimedialne! Internet! Pojawiła się globalna sieć, dzięki której można pobierać wszystko: doświadczenia, opisami. W internecie można obejrzeć atlas zwierząt. Dziewczęta i chłopcy – uczcie się! Macie szerokie horyzonty, ogromne szanse rozwoju.
Przez książki narodziła się moja wielka przyjaźń z Adamem. On pożyczał mi książki o wierzętach, a ja jemu książki podróżnicze. Jako pierwszy otrzymałem atlas ptaków, bo jego ojciec był ornitologiem. Polskie gatunki są naprawdę niesamowite. Wciągnęło mnie to bez reszty, więc później poprosilem o atlas owadów.
Posted in Bez kategorii